Jej [*] skrzydła wolności.
Pamiętnik istniał od 14.04.2006r.
Lay by Deep.
-------------------------------------------------------------------------


† Koniec i Początek †
Z przykrością oznajmiam, że nasza kochana Monika odeszła. Dowiedziałam się o tym dopiero wczoraj, bo zadzwoniłam do jej babci. Umarła we śnie, po bardzo męczacym i pełnym bólu dniu.
Kiedy się o tym dowiedziałam nie mogłam powstrzymać łez. Poczułam, że straciłam bardzo ważną osobę, która pokazała mi to, jak można żyć, chcoiaż nie ma się nic. Ona była chora, była kaleką, a mimo to miała w sobie tyle miłości. Nauczyła mnie żyć, dzięki niej zmieniłam się, stałam sie lepsza, umocniłam moją wiarę w Boga. Za to bardzo Jej dziękuję. Często zastanawiałam się dlaczego tak dobrzy ludzie są skazani na takie kary, a mordercy i osoby podłe nadal żyją na tym świecie. Ale ufam Bogu i wiem, że uznał, że przyszedł na nią czas. Chciał ją już mieć przy sobie. Jednocześnie pomógł jej w cierpieniu, teraz, gdziekolwiek jest, jest szczęśliwa...myślę, że patrzy na nas z góry i uśmiecha się.
My wszyscy, którzy czytaliśmy jej notki, komentowaliśmy je, bardzo jej pomogliśmy. Wiem, że czytając je mniej cierpiała, bo wspieraliśmy ją i dodawaliśmy otuchy.
Nie chcę pisać tutaj wywodu, Monika dała mi hasło do swojego bloga już dawno, prosiła mnie, abym poinformowała Was o jej śmierci i podziękowała za wszystko. Właśnie to uczyniłam.
Nie martwcie się jednak moi drodzy, jej śmierć to początek pięknej przygody, której kiedyś my również doświadczymy. Monika była przykładem tego, jak życie może być kruche. Ale była silna do końca, wytrwała i na pewno została za to nagrodzona. Nie dożyła 18 urodzin, jednak dziękowała Bogu za to, że dał jej być tyle czasu na tym świecie.
Kiedyś się z nią spotkamy, może nawet niedługo? Kto wie...
Pogrzeb odbył się 26 kwietnia. Była ubrana w białą sukienkę, tak, jak chciała. Jej babcia powiedziała, że wyglądała jak aniołek.

Blog nie zostanie opuszczony, będę się tu regularnie logować. To było życzenie Moniki, która chciała, aby pamiętnik przetrwał.

Pozdrawiam, Deep

ŚP. Monika (...) 21-11-1989r. - 19-04-2007r.
Spoczywaj w pokoju Kochanie.
*********
Niedlugo-umre godz: 14:15 data: 2007.05.19 Komentuj(56)

† jestem †
coraz bardziej zmeczona, nie robie juz nic tylko godzinami leze, patrze sie w sciany, placze i skrecam sie z bolu. malo czasu mi zostalo, przepraszam ze tak dlugo niepisalam...
*********
Niedlugo-umre godz: 15:32 data: 2007.03.15 Komentuj(21)

† Zmęczona †
Nie wiem o czym mam napisać... ostatnio dni lecą mi tak szybko jakby popołudnie i wieczór gdzieś wcięło i został tylko ranek i noc. Mam problemy z czytaniem wzrok mi się trochę pogorszył. Babcia chce mnie zabrać do okulisty i kupić okulary ale ja nie chce. Po co kupować okulary komuś kto nie wie czy dożyje jutra. Babcie to zabolało i teraz sie do mnie nie odzywa. Przynosi obiad w milczeniu, jakby od niechcenia "pyta" czy nie pomóc mi usiąść na wózku i czy czegoś mi nie potrzeba. Wiem że trochę przesadziłam, bo Babcia chce jak najlepiej i próbuje umilić mi ostatnie dni.

Ja już bym chciała odejść. Naprawdę, teraz już mi jest wszystko jedno. Kiedy widze jak to wszystko się ciągnie, ta niepewnosć i oczekiwanie. I jestem już poprostu zmęczona życiem...
*********
Niedlugo-umre godz: 12:20 data: 2007.02.7 Komentuj(22)

† Luty †
Boże już nadszedł luty. Nie mogę uwierzyć, że jeszcze jestem. Kiedy zaczynałam pisać w kwietniu ubiegłego roku nie myślalam, że tyle mi będzie podarowane. Dziękuje Bogu za ten cud, bo inaczej go nazwać nie mogę. Chciałabym dożyć kwietnia, ale wątpie w to, że się uda. Czuję, że moje serce nie jest już silne. Wstaję tylko do łazienki, reszte czasu spedzam w łóżku. Mam mało siły. Bardzo dużo śpie, jeśli nie boli. Wszystko sie zmieniło. Babcia także to widzi, jest bardziej smutna. Ja nie wiem jak to będzie. Nie wyobrażam sobie żeby mnie nie było. Nie chce odchodzic, zostawiac Babcie sama. Ona juz przywykla do tego, ze umre i ze czeka ja samotnosc. Ale ja nie.


Gdyby mozna bylo gdzies kupic zycie to bylabym chyba w pierwszej kolejce i oddalabym wszystko co mam aby porzyc dluzej i dozyc ze czterdziesci lat.
*********
Niedlugo-umre godz: 12:54 data: 2007.02.2 Komentuj(12)

† Panika †
Każda godzina jest dla mnie na wagę złota. A czas upływa mi tak szybko, że zaczynam wpadać w panikę...
*********
Niedlugo-umre godz: 16:05 data: 2007.01.26 Komentuj(15)

† Dzień Babci | Dzień Dziadka †
Życze wszystkiego najlepszego wszystkim Babciom i Dziadkom. Żeby żyli długo w zdrowiu i szczęściu, wśród rodziny.
Mam nadzieję, że Tobie Dziadku jest dobrze tam w niebie...tęsknie za Tobą...
*********
Niedlugo-umre godz: 12:42 data: 2007.01.21 Komentuj(13)

† Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy †
Wczoraj Babcia pomogła mi zejść na wózek i przewiozła mnie do saloniku. Tam oglądałam z nią Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Z "opowieści" Babci wiem co to jest, wiem na co zbierali pieniądze w tym roku. Płakałam ze wzruszenia, to piękne że na tym świecie jest taki człowiek jak Jurek Owsiak i że inni tak samo dobrzy ludzie mu pomagają.
Dzięki nim dzieci się nauczą udzielać pierwszej pomocy, to oni ratują setki maluchów od utraty słuchu i wzroku. Tacy ludzie to skarb. Mogę tylko napisać jedno: Jurku, dziękuję Ci że ratujesz noworodki i niepozwalasz im być takim jak ja. Głuchym.


Od kilku dni nie mogę spać, uodporniłam się na proszki nasenne. A tak bardzo bym chciała zasnąć. Chociaż na chwilę. Ostatnio moją pasją są książki psychologiczne. Babcia mi je wypożycza. Jedyna pociecha dla kogoś kto jest skazany na lerzenie.


Pogoda jest okropna. Cały czas wieje, od czasu do czasu pada. A tak bardzo bym chciała zobaczyć słońce...nie chcę takiej pluchy, wolę już masę śniegu. Ale i tak, nawet nie mogę wstać, usiąść przy oknie i popatrzeć na dzieci bawiące się, lepiące bałwana itd.


Też bym chciała. Słyszeć. Usłyszeć swój głos. Chodzić. Być zdrowa. Ale to niemożliwe...
*********
Niedlugo-umre godz: 12:01 data: 2007.01.15 Komentuj(11)

† Smutek †
Niepisałam przez trzy tygodnie, bardzo Was przepraszam. Przeczytałam wszystkie komentarze i dziękuję Wam za wspracie, za tą otuchę którą mi dajecie. Tyle to dla mnie znaczy...
Chciałam złorzyć Wam życzenia z okazji Świąt i nowego roku ale nieudało mi się to... cztery dni przed Świętami znów miałam problemy z oddychaniem, przyjechała karetka i zabrała mnie do szpitala. Wczoraj z niego wróciłam...
Jestem wdzięczna Bogu za to że dał mi przeżyć Święta i pozwolił wejść w nowy rok. W tym roku osiągnęłabym pełnoletność. Jednak ja wiem, że nie dożyję tego momentu. Każdy dzień jest dla mnie na wagę złota. Każdego dnia wieczorem dziękuje Bogu że mogłam go przeżyć. Że jeszcze nie teraz....


Ale dziś czuję się poprostu podle. Jestem skazana na łóżko, nie ma nawet mowy żebym sama mogła wstać. Dzięki Babci mogę pisać tą notkę, bo pomogła mi usiąść na krześle przy komputerze. Tylko ręce mam jeszcze sprawne. Na twarzy jestem od dwóch dni sina. Tak jakbym się dusiła...choć tak nie jest.


Lekarze ostrzegli mnie, że jeśli jeszcze raz wydarzy się to, co się wydarzyło przed Świętami to będą zmuszeni umieścić mnie w szpitalu do końca moich dni... w sumie to już niedługo, wiem coś o tym. Ale coraz bardziej się tego boję. Boje się tego że będę umierała jakta dziewczyna którą widziałam kiedyś. W bólu, w cierpieniu... często śni mi się ona i ten chłopak. I wiem że nigdy nie zapomnę miny tego chłopaka. jego bólu, wściekłości którą miał na twarzy. Był jak niedźwiedź, jak zwierzę gotowe zabić. Ale tak było tylko napoczątku. Wiem bardzo dobzre że potem pozostał mu już tylko ból i cierpienie...


Święta spędziłam spokojnie, Babcia wzięła do szpitala opłatek, podzieliła się zemną i dała mi prezent... piękną białą sukienkę. Jestem ciekawa kiedy dane mi będzie ją załorzyć...
Tak więc każda moja notka może być ostatnia. Nikt nie zna dnia i godziny, czasem tego żałuję bo już zaczynam się bać tego co będzie... Babcia też już niewytrzymuje, ta niepewność ją niszczy. Boję się, tak bardzo się boję.


Jeśli mnie zabraknie dowiecie się tego... osoba o pseudnonimie Deep która zrobiła dla mnie ten o to szablon poinformuje Was o tym. Wie jakie jest hasło do mojego pamiętnika i obiecała mi że będzie do niego zaglądać aby niezostał porzucony a jego treści zgubione. Uważam że powinniście wiedzieć kiedy nadejdzie ten dzień... Babcia do niej zadzwoni i jej powie.

Przepraszam muszę już kończyć. Nie mam już siły...


Spóźnione życzenia, ale szczere: Życzę Wam w nowym roku 2007 abyście byli szczęśliwi i zdrowi. O tak, bo zdrowie jest najważniejsze...
*********
Niedlugo-umre godz: 12:35 data: 2007.01.7 Komentuj(21)

† Prezent i Opowieść †
Za osiem dni będą Święta... ostatnie w moim życiu. Babcia wczoraj zapytała się mnie co chciałabym dostać pod choinkę. Dziś cały dzień zastanawiałam się nad tym. Pomyślałam sobie że przecież nic nie jest mi potrzebne, nie ma sensu wydawać pieniędzy na coś co będzie mnie cieszyć przez chwilę. Niewiele czasu mi zostało, dziękuję Bogu za każdą minutę mojego życia. A prezent o jaki poproszę Babcię to biała sukienka. Chciałabym w tej sukience zostać pochowana kiedy... kiedy już umrę.


Jest mi tak ciężko...wiem że już piszę to poraz setny. Raz myślę o śmierci jak o zbawieniu a następnym razem boje się. Ale taka jest prawda. Bo nie wiem co mnie czeka. Nie wiem czy dany mi będzie jutrzejszy dzień.


Przedwczoraj Babcia opowiedziała mi historię Oscara. Obejrzała w telewizji jakiś spektakl o nim. Miał 11 lat i był chory na białaczkę. Przebywał w szpitalu wśród innych chorych dzieci. jego rodzice bali się tego co z nim się dzieje, kupowali mu prezenty, w ogóle z nim nierozmawiali ani nie pocieszali. Miał opiekunkę Różę. To ona się nim zajmowała, tak naprawdę była jego drugą matką bo prawdziwa niewiele czasu z nim spędzała. Pewnego dnia jego rodzice dowiedzieli się że zostało mu 12 dni życia (coś koło tego). Oskar podsłuchał tą rozmowę i dowiedział się o tym że umrze. Róża chcąc go pocieszyć powiedziała żeby każdy swój dzień życia traktował jak 10 lat. Dzięki temu Oskarowi było lżej. Zakochał się w młodszej od niego dziewczynce na którą wołali Niebieska, bo jej choroba polegała na tym że ma niebieską skórę. Dzięki Róży Oskar powiedział jej że ją kocha. Było to przed operacja którą miała mieć. Udała się. Dzień po zabiegu Niebieską zabrali do domu rodzice.
Oskar każdego dnia modlił się do Boga i dziękował mu. Każdego dnia mówił mu co przeżył.
Zmarł w Boże Narodzenie. Róża wchodząc do sali gdzie leżał zastała go martwego. Wtedy to ona podziękowała Bogu za to że mogła się nim opiekować. Bo dzięki Oskarowi uwierzyła w Boga. Uwierzyła że jest wartościowa i że może na coś się przydać.


Kiedy Babcia przekazała mi tą historię popłakałam się.

Przepraszam, nie mam już sily pisać. Mój czas się konczy….
*********
Niedlugo-umre godz: 22:01 data: 2006.12.16 Komentuj(36)

† Przemyślenia †
Już za cztery tygodnie będzie Gwiazdka... 17 w moim życiu, jeśli dane mi będzie ją przeżyć. Co czuję? To, że stoję na krawędzi między życiem a śmiercią. Boli mnie to, że żyję w ciągłej niepewności. Choć zmieniłam już podejście do mojej choroby i wiem że lepiej jest nieznać dnia i godziny. Ale to mimo wszystko jest przerażające... więcej myślę o Babci niż o sobie. Nie wiem co zrobi Babcia kiedy zostanie już sama... co zrobi kiedy pewnego dnia wejdzie do mojego pokoju i zobaczy mnie martwą?Jaki wyraz twarzy wtedy będe miała?Czy umrę w spokoju czy w bólu i męce? Znów pytania i znów bez odpowiedzi. Poznam ją po śmierci, ale wtedy będzie już za późno...


Przepraszam że piszę tak rzadko. Są dni kiedy nie mam siły wstać...życie ze mnie ulatuje. Czuję to. Każdego dnia jest mnie mniej na tym świecie. Jakaś cząsteczka odchodzi...ale mam nadzieje że kiedy umre to malutka cząstka zostanie. A będzie nią pamięć o mnie. Mam nadzieje że Babcia zostawi mnie w swym sercu. Choć wiem ze jej trudno czasem mnie zakceptować.


Marzę teraz o spokoju i choince. I o tym świeżym powietrzu kiedy otwieram okno. I o śniegu...
Powiedziałam Babci że niechcę grobu. Chciałabym zostać zakopana na jakimś terenie który jest nikomu nie potrzebny. I bez tabliczki, po prostu. Opuszczona jak zawsze. Ale czy to się uda? Chyba jednak nie...
*********
Niedlugo-umre godz: 15:03 data: 2006.12.1 Komentuj(17)

† ? †
Gdzie jest śnieg?? Tak bardzo chciałabym go zobaczyć poraz ostatni już w życiu...


I chcę Wam podziękować za to, że piszecie tak... tak piękne słowa. To naprawdę mi pomaga...i poraz kolejny chcę przeprosić że nie odpisuję bo podajecie swoje e-maile.


Nie mogę dużo napisać bo nie mam siły, jestem teraz przykuta do łóżka. Cóż, mój czas się kończy... wreszcie śmierć mnie dopadła i tym razem nie wypuści. Czuję już że jest bardzo bliska, każda minuta przynosi mi ból... chcę już zasnąć. Jestem gotowa. Dziękuję Bogu za to że dał mi przeżyć z Wami ponad 7 miesięcy... wiecie jak to dla mnie dużo?To jak dla Was 10 lat życia. Przez ten czas mogłam się trochę dokształcić, poczytać wiele dobrych książek. Zająć się chemią i rysowaniem, odkryć swoje pasje. te miesiące były najlepsze w moim całym życiu. Co z tego że był ból. Że wiele razy mogłam umrzeć. Dla mnie już liczą się tylk odobre chwile. Chcę ich uzbierać jak najwięcej. I w chwili cierpienia przypominać je sobie. To pomaga mi przetrwać najgorsze. Gdyby nie to nie miałabym tyle siły. Bo kiedyś mówiąc że się poddaję nie mówiłam mimo wszystko dosłownie. Zawsze walczyłam... ale teraz wszystko się zmienia. Odchodzę. Gasnę. Babcia mi przekazała, że rozmawiała z lekarzem i że to naprawdę koniec. Zostały mi góra 3 miesiące. Jestem ciekawa czy będą one najlepsze w moim życiu czy przyniosą mi tylko ból... bo mimo wszystko żal mi odchodzić. Zostawiać Babcię, psa... Was. Tego bloga... mój pokój, moje "skarby" do któych należą wiersze i rysunki. Zachowuję się dziecinnie, wiem... ale to jest najważniejsze w moim życiu. Nie mam przyjaciół, Rodziców... ich przy mnie nie ma, nigdy ich nie było. Jednak jestem wdzięczna losowi za to, że tyle mi zostało dane. A mianowicie... jutro obchodzę 17 urodziny. Nigdy, nawet w najśmielszych marzeniach nie myślałam o tym, że ich dożyje. A jednak, to już jutro... Babcia obiecała mi że spędzi ze mną cały ten dzień. Że porozmawiamy w tym moim "języku" i wyjąsnimy wszystko... a tyle mam pytań... tak jak zwykle. Pytania głupie, pytania związane z moją chorobą...


Moja choroba i głuchota to kara za to że jestem - mimo że być mnie niepowinno. Babcia mi powiedziała że przygarnięcie mnie nie było łatwą decyzją. Wielokrotnie tego żałowali, chcieli coś z tym zrobić... ale nie mogli bo było im mnie żal. I za tą szczerość dziękuję. Bo wolę znać prawdę niż być okłamywaną.

Poprosiłam dziś Babcię, by jutro bez względu na moje samo poczucie zabrała mnie na cmentarz do Dziadka. Chcę zapalić lampkę, połorzyć kwiatek i pomodlić się przed jego grobem, ten ostatni raz w życiu...niedługo się spotkamy Dziadku. To akurat mogę Ci obiecać...
*********
Niedlugo-umre godz: 17:15 data: 2006.11.20 Komentuj(16)

† Małe Marzenie. †
Chciałabym dożyć Świąt Bożego Narodzenia.



ale to chyba nie jest możliwe.
*********
Niedlugo-umre godz: 16:15 data: 2006.11.12 Komentuj(11)

† Szpital †
A już się poleprzyło. I miałam nadzieje że choć na trochę miną mi te wszystkie chorobowe dolegliwości. Niestety co piękne nie trwa wiecznie. Przedwczoraj znów nie mogłam oddychać, serce potwornie mnie kłuło. Babcia wezwała karetkę. W końcu przestałam się męczyć i złapałam oddech. Teraz jest znacznie lepiej, dziś rano wypuścili mnie do domu.



czasem myślę że to wszystko nie jest zasługą lekarzy tylko Boga. Że to on decyduje o tym czy przeżyję czy umrę. Jednak naprawdę, od dawna już nie czułam się tak podle, tak bezsilnie... ostatnimi dniami kiedy duszności i kłucie ustąpiło przestałam się zadręczać i myśleć o tym wszystkim. A teraz to wróciło ze zdwojoną mocą... kolejny raz uciekłam śmierci. Wymykam się jej i wymykam...a kiedy wreszcie mnie dopadnie i już nie wypuści..?
*********
Niedlugo-umre godz: 17:57 data: 2006.10.24 Komentuj(16)

† Znów W Oknie... †
Dziś cały dzień padał deszcz. Pogoda jest okropna, przygnębiająca. Kiedy tak patrzyłam na tych wzssytkich ludzi śpieszących do domu było mi miło że siedzę sobie w cieple w domu. Babcia jest chora, co chwila muszę do niej zaglądać. Strasznie łamie ją też w krzyżu, jutro ma przyjść lekarz. Dziś musiałam podać jej leki a to nie było proste bo Babcia przez przypadek zostawiła je w kuchni w szafce u góry...i niewiedziałam za bardzo jak je zdjąć. Nie mogłam wstać z wózka bo jedną ręką bym się nie przytrzymała. Musiałam wziąść długą linijkę i je zrzucić.


Nie radzę sobie osatatnio najlepiej. Nic mi nie wychodzi, chemia i malarswto przestało mnie interesować już tak bardzo. Od kilku dni po prostu się nudzę. Patrzę przez okno, na ludzi i zwierzęta. Lubię obserwować ptaki. Chciałabym być wolna tak jak one i muc odlecieć w nieznane... z dala od wszytskich przykrości które wciąż mnie spotykają.
*********
Niedlugo-umre godz: 20:06 data: 2006.10.17 Komentuj(5)

† Smutek †
Dziś Babcia wyszła do znajomej na jej urodziny. Kazała mi siedzieć w domu ale nie spełniłam jej prośby, wyszłam na spacer z psem. Spacerowałam tak, o ile mogę tak powiedzieć, bo przecież byłam na wózku. Zagapiłam się pies zginął mi z oczu. Strasznie się przestraszyłam i zmartwiłam... zaczęłam krzyczeć jego imię ale on nie przybiegał... nie mogłam się nikogo spytać, nikt i tak by mnie niezrozumiał... pojechałam więc dalej i znów zaczęłam krzyczeć. Naprzeciwko mnie szła jakaś banda chłopaków i dziewczyn, kiedy mnie zobaczyli (i chyba usłyszeli) zaczęli się śmiać. Miałam łzy w oczach. Stanęli przy mnie i zaczęli coś mówić, przypuszczam że szyderstwa bo co innego... pies się znalazł, był przy tym miejscu gdzie go zgubiłam. Schował się w krzakach i bawił jakimiś patykami.

Jest mi tak przykro że ludzie mają mnie gdzieś. jestem tylko popychadłem, kimś lub czymś co można wyśmiać, ponabijać się. Ja nierozumiem co ludzie mówią ale mam serce i wzrok a dzięki temu się domyślam, tylko dlaczego nikogo to nieobchodzi???!!! To nie jest śmieszne... gdyby oni zaczęli mnie popychać albo robić coś innego nieobroniłabym się. Jestem kaleką, umiem tylko podstawowe rzeczy, nic więcej. Nie mogę chodzić, niepotrafiłabym uciec...

Babci nic niepowiedziałam. Ale już wiem że nigdy więcej nie wyjdę bez niej poza dom. Nigdy. Nie mam ochoty znów stać się śmieciem, chociaż jestem nim cały czas i doskonale o tym wiem...
*********
Niedlugo-umre godz: 18:44 data: 2006.10.11 Komentuj(11)

† Rodzice †
Dziś dostałam wiadomość o Rodzicach. Ich stan się ustabilizował i za 2 tygodnie mają zostać wypisani do domu. A potem, kiedy już niebędzie śladu po szkodach które wyrządził im ten wypadek wyjadą do Anglii i tam rozpoczną dalej życie...

Czasem sobie myślę dlaczego tak musiało być. Że jestem...jaka jestem. I że mnie odrzucili. Rozumiem że jestem niepełnosprawna i nic już nie mogę zrobić ale tak bardzo potrzebuję ich miłości...


Teraz kiedy jest taka pogoda tym bardziej lubię usiąść przed oknem i patrzeć na krople deszczu. Na ludzi spieszących do domu, ludzi szczęśliwych, zakochane pary... też bym chciała czegoś takiego doświadczyć. Zakochać się w kimś. Ale to nie moja bajka, ja wiem że pełnoletności nie dożyje. Jeszcze ponad rok... za długo dla mnie.

Dziś namalowałam człowieka nad przepaścią nicości... pokazałam go Babci, a Babcia się rozpłakała. Często płaczemy, ale rzadko razem. Takie są moje myśli... piszę wiersze i maluję dla Babci. Bo kiedy mnie niebędzie to żeby miała czym mnie wspominać. Tak bardzo mi żal opuszczać ten świat... mam rózne myśli. Kiedy odczuwam wielki ból chce umrzeć, natomiast kiedy tylko mnie ćmi to myślę że mogłabym tak trwać bez końća...przy parapecie, oddając się moim pasjom i z kubkiem gorącej herbaty. jednak coraz rzadziej jest tak, abym chciała żyć.

Boli mnie to. Nawet nie mogę wyjść z psem na spacer bo jestem przykuta do wózka. A tak bardzo bym chciała być sprawna, tak bardzo bym chciała móc dostać nowe życie i się nim cieszyć...
*********
Niedlugo-umre godz: 19:39 data: 2006.09.29 Komentuj(6)

† To Co Dla Mnie Ważne †
Kartka papieru. Pastele. Modele atomów z chemii. Blog. Dzień bez bólu, tak bardzo rzadki a tak bardzo potrzebny.


Cóż to dla Was znaczy? Zapewne nic. Chemia to dla większości utrapienie lub powód niedostania promocji do następnej klasy. Ból? Nie wiele osób wie co to za ból. Kiedy pali Was od środka, kiedy jedyną myślą w waszej głowie - mimo że się tego boicie - jest chęć śmierci. Bo śmierć = koniec cierpienia. Natomiast dla mnie te słowa znaczą tak wiele... odnalazłam w sobie nową pasję - malowanie. Cieszę się że robię to nawet dobrze, ale tylko pastelami. Rysunki daję Babci. Powiedziała że jak tylko jej zostanie trochę pieniędzy to oprawi je w ramy. Uwielbiam rysować morze i góry... tak bardzo chciałabym tam teraz być. Takie piękne zachody słońca... widoki. A chemia także jest moją pasją, o czym pisałam w poprzedniej notce. Natomiast blog... tylko tu mogę się wyżalić, powiedzieć całą prawdę. Nikt mnie tu nieocenia. Nawet niewiecie jak bardzo mi pomagają Wasze komentarze... dziękuję Wam! I poraz kolejny chcę Was przeprosić za to że się nieodwdzięczam, ale czasem brak mi sił lub niemogę...

Cierpienie. Doświadczam go teraz codziennie, ból jest coraz silniejszy, coraz bardziej natarczywy. Czasem całymi dniami nic nierobię tylko leżę na łóżku i piszczę z bólu. Tak bardzo bym chciała żeby to się skończyło. Obojętnie jak, byle już nie bolało. No, ale jak to się mówi każdy ma swój krzyż. Jednak są chwile kiedy myślę, że mój krzyż jest zbyt ciężki...

Ale ostatnio zmieniłam podejście. Przemyślałam wiele... uznałam że muszę wykorzystać ten czas który mi dano. Kiedy ból nie sprawia mi trudności z wstaniem z łóżka to siedzę przy oknie, na parapecie mam swoje przybory i maluję. To co jest za oknem, ludzi, kwiaty. To mi pomaga. Taka mała terapia a o wiele skuteczniejsza niż ta w szpitalu. Tak samo robię z modelami z chemii. Maluję je, wycinam, robię zadania... tak bardzo bym chciała uczęszczać na lekcje. I do szkoły. Móc się uczyć, bo moja wiedza jest minimalna. Mam co prawda podręczniki, i od polskiego, i od geografii... i jeszcze kilka. Ale chciałabym czegoś więcej. Czegoś... czego nigdy niedostanę. Ale moje życie składa się z samych zakazów i rzeczy niemożliwych. A tak bardzo bym chciała by było odwrotnie...
*********
Niedlugo-umre godz: 19:35 data: 2006.09.22 Komentuj(7)

† Wypadek †
Cztery dni temu moi rodzice mieli wypadek samochodowy. Do Babci zadzwonił mój brat bo nie wiedział co robić. W końcu teraz jest już sam, Marta wyprowadziła się gdzieś z dzieckiem. Podobno ojciec walczy o życie, dziwią się ż w ogóle przeżył... matka też jest w cięzkim stanie ale ma żyć.

Ech... mimo tej mojej małej nienawiści do nich nigdy w życiu bym im temu nieżyczyła... kiedy Babcia mi o tym powiedziała pomyślałam sobie napoczątku: czy Bóg istnieje? Może ukarał ich za mnie... wiem, że to były okropne myśli, teraz się ich brzydzę. Nie chcę żeby ojciec zmarł, nie tak wcześnie, jest zbyt młody... a jeśli odejdzie to co zrobi matka z bratem? Zostaną sami, z firmą na koncie i ze wszystkim. Może niepowinnam się nimi martwić, ale mimo wszystko to robię... tyle mam w głowie myśli. Jednak Babcia potraktowała sprawę z wielkim dystansem. Powiedziała że współczuje im ale nie może mnie zostawić i przyjachać do nich. I żeby się odezwał kiedy będzie z nimi lepiej. I odłorzyła słuchawkę. W głębi serca pragnęłam żeby zadzwonił znowu, powiedział coś, wyraził skruchę... zainteresował się mną. Boże, o czym ja w ogóle myślę! Przecież to są zupełnie inni ludzie, inna stopa życiowa, mają więcej pieniędzy, bogatych znajomych więc po co im ktoś taki jak ja... naprawdę, im bliżej jestem śmierci tym bardziej mam nadzieję że spadnie mi jakaś gwiazdka z nieba, typu pogodzenie się z Rodzicami, z bratem, posiadanie prawdziwej kochającej rodziny... a przecież to jest w ogóle nierealne. Dziś w nocy znów miałam atak duszności, i znów myślałam tylko o jednym: czy to już teraz? Babcia tym razem ze mną nie była, ale jakoś mi przeszło. Ja już nie daję rady. Ile jeszcze życia mi zostało? Czemu nie mogę mieć kompletnej odpowiedzi? lekarze mówią że mój stan lekko się ustabilizował ale w każdej chwili może się pogorszyć i doprowadzić do nagłej śmierci. Bo to taka choroba... dziś pomyślałam sobie o Dziadku, że to ja powinnam tam leżeć w grobie a nie on. Babcia nadal jest smutna, wiem że płacze, wczoraj w nocy znów widziałam jej łzy. Już nie mam siły... za dużo złego się dzieje w moim życiu. Czasem mam ochotę powiedzieć: Stop! Ale nie, toczy się dalej. Teraz mam nowe zajęcie. odkryłam w sobie pasję do chemii. Babcia za końcówkę renty po Dziadku kupiła mi książki szkolne i uzupełniające, Bardzo mnie zaciekawiły. Teraz mam małe zajęcie, jestem choć przez trochę uśmiechnięta, zapominam o problemach. Gdyby tak było zawsze...
*********
Niedlugo-umre godz: 17:51 data: 2006.09.12 Komentuj(12)

† Mam Dosyć †
Już niemogę. Nie dam rady, jak Boga kocham niepociągne już dłużej. Znów szpital, Babcia się mną przejeła, płakała, mówiła że nie chce żebym odchodziła. Ale czy to życie ma jakiś sens? Czemu nie ma żadnych leków na moją chorobę, tylko przeciwbólowe które po krótkim czasie przestają działać bo się człowiek uodparnia. Mam nadzieję że kiedyś coś na tą chorobę znajdą. I że te miliony osób które są chore na to co ja nie umrą. Że będą żyć. Bo dla mnie nadziei już nie ma. Ja sama nie widzę już żadnych szans. Boli mnie to jak patrzy na mnie mój pies. Z takim smutkiem w oczach. Bo zwierzęta wyczuwają... jednak pomaga mi trochę w cierpieniu. Cieszy mnie fakt ze mogę się do niego przytulić kiedy mi źle. I że nie muszę nic mówić. Bo on i tak rozumie. Szkoda że taką samą miłością nie dażą mnie ludzie... tylko Babcia ostatnio się nademną ulitowała. Ale to jest litość. A ja niepotzrebuję litości. Potrzebuję miłości i współczucia. Tego mi brak najbardziej...
*********
Niedlugo-umre godz: 20:24 data: 2006.09.2 Komentuj(10)

† Przepraszam Was †
ale nie mam sił wstać z łóżka, jest coraz gorzej.
*********
Niedlugo-umre godz: 13:45 data: 2006.08.20 Komentuj(12)

† Dziękuje †
O ile się nie pomyliłam to moja 29 w tym pamiętniku. Nie myślałam nigdy że aż tyle będzie dane mi napisać... a za 4 dni miną 4 miesiące odkąd prowadzę tego bloga. Cieszę się że jeszcze żyje. Choć czasami mam takie momenty kiedy chciałabym to zmienić. Ale się nie da... boję się tylko nagłej śmierci we śnie, bez porzegnania. Choć to może lepiej kiedy tak jest, ja chciałabym przed odejściem powiedzieć kilka ciepłych słów mojej Babci. Lecz czy się da?Cóż... czas pokaże. Jeszcze ponad trzy miesiące i moje urodziny. Chociaż wątpliwa sprawa że tyle wytrzymam. Teraz jest ze mną zupełnie inaczej, Babcia odwołała wszelkie wizyty lekarzy, teraz tylko co dwa tygodnie przyjeżdżają na tzw "kontrolę". Jest to dla mnie dużo mniej męczące, wreszcie nie żyje w biegu tylko swoim tempem. Choć i tak nie śpię, zwykle mój sen trwa góra 4 godziny. Nie mogę zasnąć z bólu...

Dziękuję Bogu za to, że dane mi było tu napisać tyle notek. I mam nadzieje że napiszę ich jeszcze drugie tyle. Dziękuję również Wam za to że mnie odwiedzacie, wspieracie i pomagacie. Dziękuję. To dla mnie tyle znaczy... i poraz kolejny chcę Was przeprosić za to, że nieodwiedzam Waszych blogów. Będe szczera: poprostu nie mam siły. Przepraszam.
*********
Niedlugo-umre godz: 10:24 data: 2006.08.10 Komentuj(12)

† Dom Opieki †
Trzy dni temu Babcia zaprowadziła mnie do domu poświęconemu niepełnosprawnym. Poznałam tam wiele osób podobnych do mnie. Wreszcie "porozmawiałam" z osobami niesłyszącymi, poznałam ich historię, opowiedziałam własną. Czułam się jak tam jak w niebie. Jak w wielkiej szczęśliwej rodzinie. Dopiero cztery godziny temu stamtąd wróciłam, wolontariusze pozwolili mi zostać. Byłam tak wzruszona będąc między innymi chorymi. Była tam dziewczyna chora na AIDS, od małego. Wszyscy opiekowaliśmy się nią, była bardzo słaba, lekarze niedawali jej wiekszych szans na życie. Mówili że najprawdopodobniej zostały jej dwa tygodnie, może trzy. Wieczorem wszyscy modliliśmy się wokół jej łóżka, zapalaliśmy świeczki. Taki prawdziwy rytuał, ale jej bardzo pomagał. Nie mogła się już ruszać, jej ciało było bezwładne, tylko oczy miała takie duże, błyszczące, jakby mówiła nimi "dziękuję". Zastanawiam się teraz czy warto aby Babcia się zemną męczyła. Czy nielepiej by było jakbym to takiego owego domu trafiła? Tam nikomu bym nieprzeszkadzała, żyła normalnie, pośród osób nieszczęśliwych tak jak ja. Połowa dzieci, młodzieży jest w tym domu bo ich bliscy niepotrafili zaakceptować ich inności. To smutne... bo przecież niepowinni nas ocieniać po wyglądzie, wadach lecz po sercu. Tym co mamy w środku, bo każdy z nas ma w środku dobroć. Tylko trzeba to odkryć, trzeba chcieć. Wiele osób brzydzi się dziećmi zdaunionymi, ale tam to normalniość. Takie dzieci są przecież normalne, potrzebują tylko więcej miłości, czułości, opiekouńczości. Czemu niepotrafimy im tego zapewnić? A gdybyście to wy, ludzie zdowi byli tacy? Czy bylibyście szczęśliwi gdyby to was skreślono, odrzucono? Świat nie składa się z ludzi chorych i zdrowych, składa się z ludzi dobrych i złych. I przykro słyszeć że trzy 3/4 ludzi dobrych to ludzie chorzy, upośledzeni. Warto to przemyśleć, poprawić swoje zachowanie, nie sprawiać takim osobom przykrości. Bo i tak wiele już wycierpieli, są skazani na śmierć, na wózek, na choroby... pomogajmy takim osobom. Aby również zaznali szczęścia w swoim życiu, aby choć na trochę zapomnieli o swoich "wadach". Nawet nie wiecie ile to im przyniesie radości...
*********
Niedlugo-umre godz: 15:18 data: 2006.08.5 Komentuj(7)

† Kolejny Słoneczny Dzień †
Dziś jest taka piękna pogoda. Najchętniej bym wyszła na słońce i posiedziała na nim trochę. W jakimś odludnym miejscu, sama w ciszy. Nie myślałabym o niczym, liczyłaby się tylko chwila. Ale nie mogę tego zrobić. Od 3 dni leżę cały czas w łóżku, bardzo źle się czuję. Jestem taka słaba... piszę tę notkę po to by dać Wam o sobie znać, że żyję, że jeszcze trwam...

Babcia znalazła pracę. Wszystko się zmieniło. Koniec lekarzy, powiedziała że nie będzie marnować czasu po to by mnie badali. Teraz oni przyjeżdżają do mnie. Ostatnio nię możemy się w ogóle zrozumieć. Nie "rozmawiamy" ze sobą jak dawniej. Babcia stworzyła koło siebie barierę. A ja nie umiem jej pokonać.

Ostatnio dała mi dozrozumienia że lepiej żebym się nigdy niepojawiła w ich życiu.
Ale w sumie to racja. Jestem tylko kulą u nogi.

I mam nadzieję że mój czas szybko dobiegnie końca, żebym już nikomu nie musiała przysparzać kłopotów.
*********
Niedlugo-umre godz: 14:38 data: 2006.07.23 Komentuj(15)

† Smutek †
Znów Babcia stała się niedostępna, nieczuła i oschła. Wróciła ta pustka po śmierci Dziadka. Ja również nie mogę uwierzyć że już Go nie ma. Mam wrażenie jakby gdzieś wyszedł i miał wieczorem wrócić, ale to niemożliwe... Zrobiłam się bardzo smutna. Ostatnio wciąż tylko płaczę i myślę niepotrzebnie o przygnębiających rzeczach. Ale inaczej nie potrafię, tyle rzeczy potoczyło się nie tak jak trzeba... nie mam już sił. Dziś byłam z Babcią u lekarza by przepisał mi jakieś proszki na serce. Najpierw mnie zbadał i jak mi potem przekazała Babcia, okazało się że mam bardzo słabe serce. Nie powinnam się denerwować, po prostu prowadzić spokojne życie. W sumie to powinien być żaden problem, bo jak siedzę cały czas w domu to nic mi się nie stanie. A jednak... więc jeszcze trochę mi potrzeba. I dziś wyszło najaw że nie musi mnie zabić choroba, wystaraczy powtórka tego co zrobili Rodzice... zastanawiam się teraz czy wszystko ma jakiś sens. Kontaktowała się z Babcią Marta, pytała czy niemogłaby zamieszkać z nami przez pewien okres, bo pokłociła się poważnie z moim bratem i z Rodzicami. Ale Babcia się nie zgodziła. Powiedziała że przeprasza ale nie ma głowy do przyjmowania jeszcze dwóch osób, i to oznacza jeszcze więcej wydatków. Na szczęście obiecała mi, że dopóki nie umrę, nie sprzeda komputera i nie odłączy internetu. Bardzo jej za to dziękuję, Ten pamiętnik tak bardzo mi pomaga... i bardzo dziękuję Wam, z całego serca że mnie czytacie i pocieszacie. Przepraszam, muszę już kończyć bo nie czuję się dziś za dobrze i muszę trochę odpocząć.
*********
Niedlugo-umre godz: 22:47 data: 2006.07.17 Komentuj(6)

† Co się zmieniło? †
Wszystko. Nadal po tym spotkaniu nie mogę dojść do siebie. Kiedy tylko weszli przez próg domu wiedziałam, że nic się nie zmieni. Ja i Babcia mieszkamy bardzo skromnie, zresztą z emerytury i renty nie da się hmm szaleć. A oni... obrzydliwie bogaci. Pokazujący to na każdym kroku. Matka - ubrana w suknię jak z pokazów mody, idealny makijaż, solarium i bezbłędna figura. Efekt? Wygląd 20 lat młodziej. Ojciec - biznesmen, w nieskaitelnym garniturze i błyszczących pantoflach. Brat - cały w markowych ciuchach z Adidasa. Jego żona wyglądała na przyjemną i faktycznie tak było. Bo myślałam że moja rodzina zainteresuje się mną, wkońcu minęło tyle lat odkąd mnie widzieli. Ale nie... oni nie zwracali na mnie uwagi, cały czas rozmawiali z Babcią. Matka spojrzała na mnie raz - poczułam to jakby mi wbiła nóż w serce. W jej wzroku było tyle pogardy... tyle kpiny. Pokazała mi najwyraźniej jak mogła swoją nienawiść. Odrazu poszłam do pokoju, zamknęłam drzwi, rzuciłam się na łózko i zaczęłam płakać. Po godzinie przyszła do mnie żona brata. Nawet na Nią niespojrzałam, ale okazała się kochaną osobą. Miała ze sobą dwa długopisy i pliczek kartek. I tak zaczęła się nasza "znajomość". Napisała mi że bardzo mi współczuje i że od Babci dowiedziała się że jestem siostrą Jej męża. Ukrywali to przed Nią, powiedzieli że jestem jakąś tam ich kuzynką. Na koniec przytuliła mnie i pozwoliła mi się wypłakać w swoje ramię.

Potem zaczęło się jednak piekło. Marta (bo tak miała na imię) pokłóciła się z moim bratem o to, że jest tak nieczuły, a także z rodzicami. Zabrała córeczkę i pojechała nocować do hotelu, pojawiła się tylko na pogrzebie, potem wyjechała, prawdopodobnie do domu. Rodzice się na mnie wkurzyli że jestem takim śmieciem i że przezemnie wszystko runęło w gruzach. Ale czy to nie z ich winy? Ja nic nie zrobiłam, nie podjudziłam przeciwko nim Marty... matka dała mi w twarz. Potem Babcia ostro zareagowała i w efekcie została powyzywana i po 20 minutach moja "rodzina" wyszła z domu i wsiadła do taxówki.

Tak właśnie skończyła się ich wizyta... tej samej nocy moje serce nie wytrzymało. Zatrzymała się akcja. Babcia nie wiedziała co robić, zaczęła płakać, coś mówić... myślałam że to już koniec. Ale jednak nie. Po 20 minutach zaczełam powoli oddychać, było mi bardzo ciężko. W ogóle już ledwo się ruszam. Czyli lekarze mają racje, że powoli stanę się rośliną... Boże, tak bardzo chciałabym umrzeć... odejść z tego wstrętnego świata, gdzie nigdy nie było, nie ma i nie będzie dla mnie miejsca. Znów wszystko popsułam. A jeśli Marta rozwiedzie się z moim bratem? Nie chciałam niszczyć ich szczęścia, teraz mam wyżuty sumienia... a najgorsze że nigdy się nie dowiem czy są razem czy już nie, bo po tym wszystkim nawet Babcia straciła z nimi kontakt.


Niedobrze się czuję... mam już dosyć. Kto wie, może tej nocy stanię się "cud"?
*********
Niedlugo-umre godz: 21:16 data: 2006.07.14 Komentuj(6)

† Już Jutro †
To już jutro. Jutro zobaczę Rodziców. Moją rodzinę, która wyrzekła się mnie na starcie. Co czuję? Strach i panikę, a z drugiej strony ciekawość. Jak wyglądają? Do kogo jestem podobna? Boję się, że jak mnie zobaczą to mnie wyśmieją. Mój wygląd... i to że jestem zagubiona. W końcu nie usłyszę tego co mówią. A nie umieją języka migowego więc tym bardziej się z Nimi nieskontaktuje.


A dziś nie czuję się najlepiej. Znów nocami nie śpię i czuję że Babcia też nieśpi. W ogóle nie wychodzi z pokoju, nie widziałam Jej od 2 dni. Chyba otwiera drzwi kiedy jest pewna że jestem u siebie...


Dom bez Dziadka nie jest już tym domem który zapamiętałam i który zawsze będę miała w sercu. Jest pusty. Smutny. Nie umiem się teraz odnaleść po tym wszystkim w sobie. Ciężko mi pogodzić się z faktem że ludzie umierają. A co gorsza - zdrowi, a przecież ja powinnam być na miejscu Dziadka, w końcu jestem chora. Zbladłam jeszcze bardziej. Dziś miałam iść z Babcią kupić jakąś ładną chustę na głowę, ale nie pójdę, bo sama nie dam rady na wózku. Aż tak dobrze go jeszcze nieopanowałam, nie jest mi w końcu aż tak potrzebny. Gdy rodzice mnie zobaczą pomyślą pewnie: oto jest wrak człowieka. To prawda... z wierzchu tak, ale w środku... cały czas pali się lampka nadziei, miłości... bo ja chcę żyć. Gdybym była zdrowa... gdybym wyzdrowiała byłabym bez wątpienia najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Nierozumiem dlaczego dla ludzi tak ważne są pieniądze, kariera... przecież są ważniejsze rzeczy. Zdrowie. Miłość. Rodzina. Szacunek. Wzajemna pomoc. Ale w dzisiejszych czasach nikt na to nie zważa... dobrze by było zmienić świat na leprze. By nie było wojen. Sam Św. P. Papież Jan Paweł II powiedział, że my, młodzież jesteśmy nadzieją tego świata. Więc powinniśmy coś zmienić. Wiem, że łatwo mówić. Ale chciałabym coś zmienić. Tyle że nie zmienię nic. Za mało mam czasu. Za mało sił. Za mało wiary...
*********
Niedlugo-umre godz: 08:59 data: 2006.07.8 Komentuj(8)

† Śmierć Dziadka †
Nareszcie wróciłam ze szpitala. Wypuścili mnie wcześniej. Jeszcze tak źle to chyba mi tam nie było. Kolejny raz byłam przedmiotem, robili mi mnóstwo badań... Myślałam że tego nie wytrzymam. Czekałam tylko na noc by dali mi spokój. Bym mogła się wypłakać, przemyśleć wszystko jeszcze raz. Najgorsze jest dla mnie to, że nie słyszę. Nie mogę zrozumieć co mówią do siebie lekarze. A to mnie boli. Jestem odcięta od świata. I nie mogłam mieć żadnych wycieczek. Zwykle jak bywałam w szpitalu mogłam pochodzić, popatrzeć na innych chorych. A teraz byłam przykuta do łóżka. Po pierwsze: zakaz. A po drugie: nie mogę chodzić. Coraz ciężej mi się z tym żyje. Kiedyś przynajmniej mogłam się poruszać. A teraz? Skazana na wózek. A złośliwa lekarka odsunęła go na noc, bo wie że lubię wstawać i "zwiedzać". W kocu już tyle ma ze mną do czynienia... Smutno mi było tam. Najbardziej martwiło mnie to, że Babcia mnie w ogóle nie odwiedzała. A mówiła, że będzie przyjeżdżać co dwa dni lub góra co trzy. Martwiłam się. Ale teraz już wiem czemu nie mogła przyjechać. Dziadek zmarł dwa dni po moim wyjeździe. Babcia zgasła... nie przychodzi do mnie wieczorem, siedzi w pokoju i płacze. Jest nieobecna, a najgorsze jest to, że zamyka się na klucz tak bym nic nie podejrzewała. Ale ja wiem o co chodzi. Bardzo brakuje mi Dziadka, choć nie czuję tak jego odejścia jak Babcia, w końcu jestem od wczoraj wieczorem w domu. Przykro mi. To ja miałam umrzeć. Nie Dziadek. Żal mi Babci, po moim odejściu zostanie sama, co Ona zrobi... Dziadkowie byli tacy szczęśliwi. Pamiętam jeszcze czasy, przed rozpoznaniem mojej choroby, jak to cieszyli się że mają mnie przy mnie... a potem się dowiedzieli. I mogli mi "mówić" co chcieli, ale czułam że to już było ponad ich siły. Do tamtej pory prowadzili normalne, spokojne życie. To samo było na początku gdy się pojawiłam. Ale po tym wyroku... stracili wszelkie nadzieje. Cały czas mam przed oczami ich wyrazy twarzy gdy lekarz powiedział... co powiedział.


Wydaje mi się teraz, że zniszczyłam ich życie. Moje pojawienie się było im nie na ręke. Ale nie mogę również znieść myśli co by było ze mną teraz gdybym została z Rodzicami. Napewno pozbyliby się mnie jak najprędzej. Nie potrzebna jestem im... ale dziś dowiedziałam się też czegoś, z czego nie wiem czy mam się cieszyć czy płakać... Mianowicie na pogrzebie Dziadka, który odbędzie się za tydzień w niedzielę zjawią się oni... moi Rodzice i mój brat. Po raz pierwszy od 12 lat spotkam się z nimi... minęło tyle czasu... nie wiem czy wytrzymam tą wizytę. Nie jestem pewna czy chcę ich widzieć, czy też mam ochotę przed nimi uciec. Z jednej strony przyznaję, jestem ciekawa jak wyglądają i w ogóle jak im się wiedzie. Choć nie będą mi w stanie tego przekazać, bo nigdy nie chcieli umieć się ze mną kontaktować. Nie umieją migów. A wielka szkoda... Babcia także powiedziała mi, że mój brat, który teraz ma 28 lat ma już żonę i córkę. Ma 4 latka... a więc jestem ciocią. Boże, tyle się wydarzyło w ich życiu, w moim również, nie wiem czy to spotkanie to dobry pomysł. Bo ja nie czuję do nich żadnej więzi. Mam po prostu świadomość że Ci ludzie mnie skrzywdzili, pokazali na starcie życia jak ono może być okrutne. I nawet jakbym chciała im przebaczyć, co w sumie już zrobiłam, dawne krzywdy zapamiętam do końca życia. I ta myśl... że gdyby chcieli ofiarować pieniądze na moje leczenie mogłabym być zdrowa... i nie myśleć o tym kiedy nadejdzie koniec.

Tak więc mam wiele do przemyślenia.... no i muszę się dobrze przygotować do tego spotkania...
*********
Niedlugo-umre godz: 08:00 data: 2006.07.3 Komentuj(8)

† Zakończenie Roku †
Jutro jest tak długo oczekiwane przez wszystkich uczniów zakończenie roku szkolnego. Pewnie rozmawiacie między sobą, że wreszcie wakacje, przedstawiacie swoje plany na nie...


Ja mam wakcje praktycznie od zawsze... uczęszczałam wprawdzie do szkoły specjalnej, dla osób głucho-niemych, ale krótko, bo potem pojawiła się choroba. Praktycznie w wieku 9 lat byłam dopiero w 1 klasie podstawówki... ale moja nauka szybko się skończyła, dostałam jedynie świadectwo ukończenia 6 klasy podstawówki, na tym się skończyło. Miałabym szansę jeszcze na gimnazjum ale Babcia nie mogła znaleść szkoły a jak już znalazła to nie chcieli mnie przyjąć. Tak więc nie jestem za bardzo wykształcona. Umiem tylko podstawowe rzeczy, ale w takim "życiu" jakie prowadzę nie jest mi więcej potrzebne. Ale pamiętam, że bardzo lubiłam się uczyć i wszystkie świadectwa mam wzorowe. Jestem ciekawa co by było teraz, kończyłabym właśnie 1 klasę liceum... Nie wiem jak zniosę widok tych wszystkich rozradowanych chłopaków i dziewczyn, gaworzących wesoło i wracających ze szkoły. Boże, ja też bym tak chciała... gdyby nie ta choroba... Znów będę płakać. A od dwóch dni w ogóle nie śpię, mam wrażenie że mój organizm przestał reagować na normalne ludzkie potrzeby, jestem zmęczona, wyglądam jak śmierć ale nie chce mi się spać. Siędzę na łóżku i czytam albo gapię się w księżyc i w niebo...

Niestety będę musiała Was opuścić na dwa tygodnie, ponieważ jadę do szpitala i mam tam zostać na obserwacji. Znowu będą mnie traktować jak zwierzę do testów.

Wózek mi potrezbny stale. Dziś 3 godziny spędziłam na próbie poruszenia nogami i nic. W szpitalu próbowali wielu sposóbów, od lekkich do bardziej brutalnych i nic. Po prostu są nie czułe.

Powolo zaczynam mieć dosyć oczekiwania na dzień w którym się to wszystko skończy. Coraz bardziej jestem niepewna, coraz bardziej słaba...


Obiecuję że napiszę notkę jak wrócę ze szpitala. Pozdrawiam Was wszystkich i dziękuję za wsparcie.

Napisałabym więcej ale nie mam już sił, muszę się połorzyć.
*********
Niedlugo-umre godz: 21:24 data: 2006.06.22 Komentuj(8)

† Śmierć †
Mój Dziadek umiera. Jest bardzo ciężko chory, Babcia nie chce mi powiedzieć na co. Lekarze jednak mówią, że za kilka dni umrze, jest już zbyt stary i słaby aby walczyć z chorobą. Oddycha za Niego aparatura.

To przykre, że kiedy czekam na własną śmierć, przedemną odchodzi tak bliska mi osoba... Właściwie Dziadek żadko ze mną pisał kartki. Nie miałam z Nim takiego kontaktu jak z Babcią ale jest mi bardzo przykro z tego powodu. Kiedy zobaczyłam go, jak śpi, krzywi się z bólu, prawie nie może mówić... to jest straszne. Nie chcę żeby Dziadek umierał. To ja mam umrzeć, nie On!! Co zrobi Babcia kiedy zostanie na tym świecie sama? Mój czas też jest już blisko. Byłam wczoraj u lekarza, diagnoza następująca: trwały niedowład kończyn dolnych spowodowany rozprzestrzeniającą się chorobą. I koniec. Już nigdy nie ruszę samodzielnie stopami... jestem od pasa w dół sparaliżowana. Lekarze mówią że niektórzy chorzy nie mogą się w ogóle ruszać. Ani nogami, rękoma... niczym.

Boże... nie chcę być rośliną. Błagam daj mi umrzeć teraz, nawet w tej chwili... i uratuj Dziadka. Niech nie umiera, tak bardzo Go kocham, tyle dla mnie zrobił. Niech cieszy się dalej życiem u boku Babci. Gdy mnie już nie będzie będą wreszcie szczęśliwi, odetchną, nie będą się wciąż smucić i stresować...


Ogólnie napiszę że nie czuję się najlepiej. Coraz częściej miewam napady duszności, nie mogę oddychać... zwykle po udzieleniu pomocy przez Dziadka zaraz mogłam. Ale pewnego dnia Dziadek niezdąrzy... a ja nie będe mogła złapać oddechu.

Ten dzień jest bliski. Czuję to.
*********
Niedlugo-umre godz: 22:03 data: 2006.06.19 Komentuj(9)

† Nie Mogę Chodzić †
Od 3 dni nie mogę chodzić i ruszać nogami. Straciłam nad nimi władzę... boję się śmierci. Martwi mnie to co ona ze mną robi, niszczy mnie zarówno od środka, jak i od wewnątrz...

Cóż...powoli staję się rośliną. Lekarze, jak mi przekazała Babcia mówią że niedługo będę zdana na łaskę osób opiekujących się mną, bo będzie coraz gorzej...

I poraz setny chyba piszę: bardzo się tego boję...
*********
Niedlugo-umre godz: 11:16 data: 2006.06.15 Komentuj(26)

† Czerwiec †
Nareszcie ładna pogoda. Czekałam na nią całą zimę aby zobaczyć słońce wychodząc zza chmur i te rozradowane twarzyczki dzieci, które pędzą na rower albo plac zabaw.

Gdybym ja tak mogła... ale nie czuję się za dobrze aby nawet wyjść na chwilę na dwór, chociażby z Babcią na zakupy. Ostatnio mało jem, nie mam apetytu, chudnę, wypadły mi brwi i część rzęs... nie chcę straszyć ludzi. Wyglądam okropnie. Zbladłam jeszcze bardziej niż przedtem. Martwię się... co jeszcze zmieni we mnie nadchodząca śmierć? Przykuje do wózka? Szczerze mówiąc to nie wiele brakuje... ale mi wózek niepotrzebny skoro i tak nie wychodzę z domu. Tylko do szpitala. A dziś będę godzinami siedzieć w oknie i patrzeć, bo w niedzielę na szczęście nie mam wizyt.

To już wszystko co chciałam napisać...idę się znów połorzyć, bo niespałam całą noc z bólu. Może usnę chociaż na 15 minut.

Przepraszam że nie wchodzę znów na Wasze blogi.... po prostu nie mam czasu, nie mogę wysiedzieć przy komputerze więcej niż 30 minut... ale kiedy tylko będę mogła to obiecuję że powchodzę, poczytam i skomentuję.
*********
Niedlugo-umre godz: 10:06 data: 2006.06.11 Komentuj(9)

† Zastanawiam się †
ile to jeszcze złego przyniesie mi życie. Dopiero wróciłam do domu, od wczoraj byłam cały czas badana i zostałam na obserwacji w szpitalu. Nie wiem po co, skoro nic mi już nie pomoże. Cierpiałam tylko na tej sali i wyłam z bólu. Zamknęli mnie w jakiejś izolatce i myślałam że dostanę tam świra. Zupełnie jakby mnie zamknęli w domu dla wariatów. Białe ściany, wszystko białe, zero okien. Tylko takie malutkie jak w więzieniu. Krzyczałam by mnie wypuścili, aż w końcu trzy godziny temu drzwi się otworzyły. Dostałam tyle bolesnych zastrzyków, pobierali mi krew... nie rozumiem lekarzy, Bawią się ze mną w kotka i myszkę a przecież karty są na stole, moje życie się kończy... a ten dzień coraz bliżej. Zbliża się wielkimi krokami, dni lecą mi szybko. Ile dałabym za to by zatrzymać czas w miejscu... by się nie bać każdego wieczora że mogę już nie dożyć ranka. Cóż, żyję od rana do południa, od południa do nocy i od nocy do rana i dookoła. Aby tylko jeszcze nie umierać. Te ostatnie dwa dni nie były w sumie najgorsze, aż tak nie byłam obolała. Nawet mogłam nogami ruszać, a to dziwne bo zwykle mam duże problemy. Ale wszystko mi jedno. Chcę żyć. Widzieć innych ludzi z okna, wyobrażać sobie ich historię, obserwować ptaki, patrzeć jak pada deszcz... to wszystko jest dla was takie normalne i bezsensowne. Ale kiedy jest się w pełni zdrowym nie zauważa się tego, co my chorzy widzimy na pierwszym planie. Cieszą nas małe rzeczy, drobnostki, zwracamy uwagę na najdrobniejszy szczegół. Tak już jest... dla was jest nieważne to, że świeci słońce, oznacza to dla was ładną pogodę i to że możecie wyjść z domu. Ja notomiast obserwuje świat z okna. Dla mnie to jest NORMALNE.

Ale gdybym mogła zmienić swoje życie zrobiłabym to odrazu. Póki co pozostaje mi wierzyć w to, że dożyje jutra. Bóg może pozwoli mi pożyć jeszcze kilka dni, tygodni... Ale pewnego dnia to już się nie stanie, już się nie obudzę, już nigdy nie otworzę oczu...
*********
Niedlugo-umre godz: 18:33 data: 2006.06.5 Komentuj(6)

† Dzień Dziecka †
Dziś Dzień Dziecka. Przez te wszystkie problemy zupełnie o nim zapomniałam... Dziadkowie złorzyli mi życzenia i dostałam od nich pieska!! Kupili mi go wcześniej, na wypadek gdybym niedoczekała listopada... jest taki piękny, taki malutki, taki miły w dotyku... Wreszcie mam przyjaciela. Mam z kim rozmawiać, może i pies niezrozumie tego co się do niego mówi, ale też napewno mnie nie odrzuci...
A dziś czeka mnie kolejny dzień wizyt w szpitalu. Znowu ten sam bezsens, ten sam paradoks...

Wczoraj, kiedy byłam w szpitalu, babcia została jak zwykle z lekarzem by porozmawiać a ja wyszłam nazewnątrz.

Sama nie wiem dlaczego, ale od dawna miałam takie ciche pragnienie by pójść do działu z umierającymi na tą samą chorobę co ja. Nie umiem odpowiedzieć sobie na pytanie: czemu tak zrobiłam? ...naprawdę. Chyba chciałam zobaczyć jak to jest mieć przed sobą ostatnie dni. Już naprawdę ostatnie. Kiedy to żyje za Ciebie praktycznie maszyna. Pomaga oddychać, utrzymywać w pewnym stopniu pracę serca.... I kiedy podeszłam do tego działu to przez tą szybę z korytarza widziałam dwie osoby. Jakiegoś mężczynę w starszym wieku, który spał i młodą dziewczynę...mogła być niewiele starsza odemnie, miała zapewne ok.19 lat...

Siedział przy niej chłopak, równie młody. Gładził ją po głowie, płakał... a ona umierała... kiedy ją zobaczyłam poprostu to wiedziałam...
Stałam tam z 15 minut, widziałam że mówi coś do chłopaka i że wychodzi jej to z trudem...
Rozpłakałam się. Miałam ochotę wejść tam do środka i także przy niej usiąść. Ale nie mogłam. To była ich chwila. Sądząc po tym to był jej chłopak, nie brat...po chwili zastygła. Chłopak zaczął coś chyba krzyczeć i nią trząchać, przytulał ją... Po chwili wybiegł z sali i przybiegł z nim doktor.

Chłopak mnie zauwarzył, zaczął coś mówić do doktora o mnie, patrzył na mnie z nienawiścią... dopóki niespostrzegł jak naprawdę wyglądam i że płaczę. Uśmiechnął się wtedy do mnie. Zrozumiał że jestem chora na tą samą chorobę co zmarła przed chwilą dziewczyna. Lekarz do niej podeszedł, zamknął jej powieki i przykrył jej głowę prześcieradłem.

Nie mogłam dłużej patrzeć. Pobiegłam pod salę gdzie była Babcia i siedziałam płacząc.

Myślałam że śmierć może nie będzie taka bolesna. Że się nie boję, że jestem gotowa. Ale kiedy zobaczyłam twarz tamtej dziewczyny, widziałam to cierpienie wyraźnie. Nie zapomnę jej twarzy do końca życia.

Po wczorajszej wizycie zamknęłam się w pokoju i płakałam. Jak mogłam myśleć, że będąc chora umrę szczęśliwie? Jak mogłam być taka głupia, taka naiwna... teraz już wiem że jestem niczym w porównaniu z tamtą dziewczyną. Ona cierpiała a mimo to próbowała mówić do chłopaka. Mimo to trzymała sie jakoś. A ja kilka dn temu jeszcze wyłam z bólu. Teraz boję się śmierci... nie tego co będzie potem, cierpienia... Bo pewnego dnia będę tam gdzie ta dziewczyna. I będę umierać.

Boże proszę, nie pozwól mi cierpieć. Nie zniosę tego. Chciałabym umrzeć we śnie. Ale tak się nie da, życie jest zbyt brutalne...

Dobrze jednak że zobaczyłam smierć tamtej dziewczyny. Wreszcie przekonałam się jak to jest. Że to jest straszne...


Napisałabym więcej, bo tyle mam myśli w głowie, ale nie mam już sił.

Przepraszam.
*********
Niedlugo-umre godz: 10:06 data: 2006.06.1 Komentuj(15)

† Niedługo umre †
Jestem już na to w pełni przygotowana. Jeszcze tylko kilka tygodni cierpienia i upragniony spokój.


Chciałabym przeżyć ostatnie swoje dni w spokoju i ciszy. Na to drugie jestem skazana zawsze, no ale... taka przenośnia. I daj Boże żeby nie bolało, choć to złudne nadzieje. Ale póki co pragnę się nacieszyć bliskością dziadków, którzy ostatnio tak bardzo przejmują się moim losem... próbowałam się dodzwonić do mamy. W końcu było jej święto i chciałam jej co powiedzieć i złorzyć życzenia... ale odłorzyła słuchawkę. No cóż, mówi się trudno. Przykro mi tylko, że już nigdy jej nie zobaczę, mimo wszystko.


Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za wszystkie ciepłe słowa. I przepraszam, że żadko odwiedzam Wasze blogi, ale jakoś brakuje czasu. Ale postaram się to naprawić.
*********
Niedlugo-umre godz: 18:43 data: 2006.05.29 Komentuj(10)

† Dzień Matki †
Dzisiaj jest Dzień Matki. Szkoda że ja nie mam mamy.
*********
Niedlugo-umre godz: 16:02 data: 2006.05.26 Komentuj(9)

† Jest Trochę Lepiej †
Ostatnie dni były koszmarem. Po prostu leżałam i krzyczałam z bólu. Nie mogłam dać sobie rady z własnym ciałem. To było okropne... nadal mam lekki niedowład kończyn. Boję się. Przez te 4 dni całe życie przesuneło mi się przed oczami jakbym oglądała film. Nie chcę umrzeć. Ale na szczęście jak w tytule: jest już trochę lepiej.

Mam nadzieję że będzie coraz lepiej.

Bo jeśli nie, to zwariuje z bólu.

Dziękuję wszystkim za troskę i za te piękne słowa. Pozdrawiam i kończę bo jestem już bardzo zmęczona.
*********
Niedlugo-umre godz: 19:44 data: 2006.05.24 Komentuj(7)

† Jeszcze Jestem I Walczę O Życie †
.
*********
Niedlugo-umre godz: 10:51 data: 2006.05.20 Komentuj(14)

† Już Nie Dam Rady †
Mam już dosyć!! Płaczę z bezsilności. Boli mnie okropnie, mam problemy z oddychaniem. Nie miałam siły dziś zwlec się z łóżka. Nie byłam w żadnym szpitalu. Wstałam tylko na chwilkę, bo chciałam napisać tą notkę. Chcę spełnić Waszw prośby; chcę abyście wiedzieli, że jestem.

Boże... ja nie chcę umierać!! Błagam, jeszcze nie teraz. Daj mi chociaż doświadczyć tegorocznej zimy, żebym mogła doczekać swoich urodzin... Abym ostatni raz dotknęła płatki śniegu...

Na tegoroczne urodziny Babcia obiecała mi kupić psa. Takiego malutkiego kundelka. Nie obchodzi mnie rasa. Chcę poprostu by był. Chcę mieć kogoś; móc się do niego przytulić kiedy będzie źle.

Ale zastanawiam się ile jeszcze bólu będe musiała znieść do czasu kiedy będzie mi dane to zwierzątko...




Czasem kiedy chcę coś zrobić moje ciało odmawia mi posłuszeństwa. Dziś nie mogłam poruszyć nogami. Kiedy próbowałam to zrobić odczuwałam silne mrowienie, a potem kiedy nogi mnie posłuchały silny ból. Ale ja sobie nieraz już wmawiałam, że taki mój los - ból. I że nawet kiedy boli, Babci w przygotowaniu obiadu pomóc trzeba. Bo wiecie... kiedy się czymś zajmuję i bardzo dużo włożę to pracy to zapominam o bólu.



Ale już nie mogę.Ja nie chcę cierpieć. Coraz bardziej odczuwam lęk przed nieznanym, chociaż prędzej czy później będe musiała doświadczyć śmierci...
*********
Niedlugo-umre godz: 16:39 data: 2006.05.16 Komentuj(17)

† To Już Niedługo †
Czasami wydaje mi się, że śnię. Że tak naprawdę jestem zdrową i normalną osobą, i że kiedyś się obudzę.
Wiecie... lubię tak marzyć. Wyobrażać sobie coś, co jest niemożliwe. Dla mnie ma to sens, bo wtedy czuję się dobrze, potrafię się uśmiechnąć do siebie. I nie myśleć o tym co mnie czeka, dziś czy jutro. W świecie marzeń wszystko jest kolorowe i jestem szczęśliwa.



Ostatnio cały czas jeżdżę po lekarzach. Nieznoszę tego. Po co mi to skoro nic mi już nie pomoże? Tylko w niedzielę mam "wolne".

Dzisiaj lekarz, jak mi później "powiedziała" babcia stwierdził, że jest ze mną coraz gorzej. Jakbym sama tego nie wiedziała. Od kilku dni niezmrużyłam oka, ale jakoś nie czuję się z tego powodu źle. Jestem już poprostu zmęczona życiem, tą ciągłą bieganiną. A spać nie mogę z bólu. A tak bardzo chciałabym zasnąć chociaż na 15 minut. Wypocząć. Ale nie mogę. Nawet proszki już zabardzo nie działają na mnie. Lekarz niemoże mi przepisać mocniejszych bo to mogłoby mnie zabić.

A niech sobie zabije, już mi wszystko jedno.

Czuję, że jest ze mną już źle, myślę że to już niedługo nadejdzie ten dzień. Że już niedługo umrę...

Ale nikt nie będzie za mną płakał. Żal mi tylko trochę Babci i Dziadka ale Oni sie aż tak do mnie nie przywiązali. A moi hmm "rodzice" pewnie nieprędko się o tym dowiedzą...

"Powiedziałam" ostatnio Babci, że kiedy już mnie zabraknie to chcę by nie chowali mnie w trumnie na cmentarzu. Chciałabym, aby wywieźli moje ciało gdzieś nad jakąś rzekę lub jeziorko, żeby tak mnie zakopali i wbili w ziemię gałązkę z napisem:

Tu śpi ta, która tak bardzo chciała być normalna...

Wszystko już sobie dokładnie obmyśliłam. Mam w końcu na to tyle czasu... tyle samotnych, głucho spędzonych godzin...

Ale taka jest moja wola. Chcę zostać pochowana taką, jaką byłam na tym świecie: samotną, w odosobnieniu od wszystkich...



Dziś widziałam motyla. Bardzo lubię motyle. Chciałabym być taka jak one, lekka i tak piękna... Móc wzbić się w powietrze i uciec od tego świata, od jego problemów.

Jak widzicie zmienił się u mnie wystrój pamiętnika. Jest taki jak marzyłam ze zdjęciem motyla... moja prywatna wolność. Miejsce w którym swobodnie oddycham, w którym czuję się normalna.



Dziękuję bardzo Deep, osobie która go dla mnie zrobiła. I dziękuję Wam wszystkim, którzy czytacie moje notatki. Tyle to dla mnie znaczy... wreszcie nie jestem samotna. Bo wiem, że mogę do Was napisać, wyżalić się...Dziękuję.

Na moim szablonie nie ma linków, ale obiecuję że w miarę możliwości będe wchodzić na wasze strony i komentować.
*********
Niedlugo-umre godz: 16:22 data: 2006.05.14 Komentuj(9)

† Moje Piekło †
I znów kolejna wizyta u lekarza...a z każdą wizytą moja nadzieja jest coraz słabsza...


I im bliżej ten dzień, tym bardziej żałuję, że muszę umierać. Kiedy uzmysławiam sobie to, co ma się stać jest mi żal odchodzić z tego świata... odchodzić od Dziadków, od tych wszystkich psów, które kiedy jestem na spacerze podbiegają do mnie i łaszą się. Tylko one się mnie nie brzydzą. Cenią mnie chyba bardziej niż ludzie...



Myślałam ostatnio o tym jak bardzo moje życie się zmieniło odkąd dowiedziałam się, że jestem chora. Od tamtego czasu czuję się śmieciem... a kiedyś myślałam, że moje życie jakoś się poprawi...dziadkowie szukali kogoś kto mógłby być sponsorem mojego leczenia słuchu...ale nikt się nie znalazł. Tak bardzo chciałabym słyszeć... nawet nie wiem jakie to uczucie...jak np ćwierkają ptaki? A co to jest w ogóle ćwierkanie..? No właśnie...



Kiedy pomyślę o tym, że będę cierpieć płakać mi się chce. Właściwie to już cierpię, te wizyty w szpitalach są bardzo męczące i bolesne, nie traktują mnie jak człowieka, tylko jak zwierzę...

Nie chcę umierać. Nie chcę cierpieć. Boję się tego...
*********
Niedlugo-umre godz: 17:56 data: 2006.05.10 Komentuj(9)

† Idzie lato... †
Tak sobie myślę, ciekawe czy to już ostatnie lato w moim życiu...

Chciałabym żeby tak nie było, ale czy będzie mi dany jeszcze rok?

Nie wiem... i ta cholerna niepewność mnie dobija!!

Chciałabym znać datę, aby móc się przygotować... szkoda że to jest niemożliwe.

A za 6 miesięcy i 13 dni skończę 17 lat... mam nadzieję, że dane mi jest dożyć chociaż tej chwili.

Przepraszam, że nie odpisuję na te wszystkie komentarze, ale cały czas jeżdżę z babcią po lekarzach i za bardzo nie mam czasu... dziękuję jednak za wasze wsparcie, nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy...

Dziękuję...
*********
Niedlugo-umre godz: 18:28 data: 2006.05.8 Komentuj(4)

† Mam Już Dosyć. †
Kiedy to się wreszcie skończy? Mam dosyć tego ciągłego cierpienia i zdołowania, tego ciągłego bycia popychadłem i bycia "czymś" a nie kimś.

Coraz bardziej boli. Proszki nie pomagają, nie mogę zasnąć. A tak bardzo jestem zmęczona. Już prawie niewychodzę z łóżka, jest mi zimno i ciepło naprzemian.

Tracę kontrolę nad samą sobą i nad swoim ciałem.

Czy to właśnie tak wygląda śmierć..?
*********
Niedlugo-umre godz: 20:50 data: 2006.05.5 Komentuj(9)

† Zazdroszczę Wam. †
Dziś przez cały dzień płacze niebo...

... a ja razem z nim.

Mam już dosyć tego życia. Dziś miałam wizytę u lekarza i boli mnie jak cholera. Coraz bardziej. Babcia jest bezradna. Wypytywała się o wiele rzeczy w gabinecie, a lekarz miał smutną minę i czasem tylko wzruszał ramionami.

Ale zdąrzyłam się po części pogodzić ze swoim losem. Choć jest mi ciężko... Bo żałuję, że nigdy nic nie usłyszę, że nie zobaczę więcej rodziców, babci, dziadka... nigdy. Odejdę tak poprostu. Nie wiem czasem co mam myśleć o śmierci... trochę boję się tego. Czy to będzie bolało bardziej jak teraz? Bo jeśli nie to dobrze, ale jeśli bardziej to chyba tego niezniosę.

Ostatnie dni cały czas siedzę w domu w oknie i patrzę na ludzi przechodzących obok. Zazdroszczę im, że tak swobodnie ze sobą rozmawiają, że się śmieją, że są szczęśliwi... zazdroszczę miłości parom, albo kobietom czy też dziewczynom mniej więcej w moim wieku, które niosą ze sobą kwiaty... zazdroszczę im wszystkliego. Że mają ładne włosy, makijaż, są opalone lekko lub bardziej... a ja? biała jak ściana, łysa, wiecznie z chustką na głowie... potwór. I jak tak obserwuję wszystkich to myślę wtedy co by było jak bym była zdrowa i słyszała... na pewno byłabym szczęśliwa. Nie potrzebny byłby mi chłopak... bo po co? Miałabym nowe życie. A o takim prezencie mogę niestety tylko pomażyć.

Nawet nie wiecie jak bardzo Wam tego wszystkiego zazdroszczę.

Została mi tylko zazdrość... zazdroszczę również kobietom w ciąży lub młodym matkom z męższczyzną życia uboku. Ja nigdy nie urodzę dziecka. Nigdy się niezakocham. Nigdy nie będę miała już włosów. Nigdy nie będe miała normalnej rodziny. Nigdy niezaznam matczynego ciepła. Nigdy. I nigdy nie będe zdrowa...

Zostało mi tylko czekać na ten dzień, kiedy zostanę przykuta do łóżka i kiedy już na zawsze zasnę... W spokoju. A przy łóżku będzie Babcia i Dziadek. Będą mnie trzymać za rękę. I nie będe się wtedy bać. Nie będzie mnie boleć. Nie będe płakać. Nie będe...

Oby tak było...
*********
Niedlugo-umre godz: 19:55 data: 2006.04.30 Komentuj(16)

† Jest Źle. †
Od kilku dni jestem na bakier z Babcią. Ona już mnie nierozumie, nie kocha, nie chce. Czuję to, widzę odrazę w Jej spojrzeniu. I doskonale Ją rozumiem. Wyglądam z każdym dniem coraz gorzej. Nienawidzę patrzeć na siebie. Wtedy odrazu chce mi się płakać, że przez tą cholerną chorobę wyglądam jak śmieć!! Boże... czemu tak musi być. Czemu nie mogę być normalna, wzbudzać u ludzi uśmiech na twarzy, a nie obrzydzenie.
Nie mam już teraz nikogo... Babcia z Dziadkiem mnie odepchnęli. Nie rozmawiałam z nimi odkąd pisałam tu ostatnią notkę. Jestem już zupełnie sama... a jutro czeka mnie jeszcze wizyta w szpitalu. Znów lekarze będą się mną bawić i traktować jak potwora.
Nienawidzę tego świata.
Jestem już w pełni gotowa na odejście z niego. Nie trzyma mnie już tu nic. Chcę umrzeć!!!!! Tylko kiedy to nastąpi?
*********
Niedlugo-umre godz: 15:17 data: 2006.04.27 Komentuj(6)

† Kolejne Marzenie, Które Nie Ma Szans Na Spełnienie †
Chciałabym przed śmiercią spotkać się z rodzicami i bratem. Mimo, że wyrządzili mi taką krzywdę pragnę ich zobaczyć pod koniec mojego życia jeszcze raz. Ostatni...
Tak bardzo chciałabym ich przytulić.
Szkoda, że oni sie mną brzydzą. I że nie możemy spokojnie porozmawiać.
Bo mimo tego wszystkiego ja... ich kocham. Choć nie znam, mimo wszystko czuję więź; sentyment. Ale tak jest tylko z mojej strony.
Ale mówi się trudno.
Choć łzy mi przełknąć jest ciężko...

Babcia się dzisiaj źle czuję. Martwię się o Nią. A od wczoraj w oczach Dziadka widzę smutek. On nie chce mi powiedzieć o co chodzi, ale ja czuję że jest coś nie tak.
Oby Babcia, cokolwiek Jej jest poczuła się wkrótce lepiej.
Będe się o Nią modlić.

Kocham Cię Babciu.

(Szkoda, że mnie nikt niedarzy taką miłością, jaką ja darzę Babcię).
*********
Niedlugo-umre godz: 21:28 data: 2006.04.21 Komentuj(7)

† 4 notka †
Drogi "Pamiętniku"...
Cóż mogę napisać... Zaczyna mnie to powoli męczyć...ciągłe wizyty lekarzy... a wszyscy są tacy sami: traktują mnie jak obiekt do badań i nie zwracają na moje pytania uwagi... czemu? Bo i tak umrę. Dla nich mogłabym równie dobrze już nieżyć. Nie obchodzi ich to.

I tak samo jest ze wszystkimi. Mają mnie za jakiegoś potwora, nie chcą ze mną rozmawiać... kiedy ktoś przychodzi do nas w odwiedziny zauważyłam że Babcia i Dziadek nie są zachwyceni moją obecnością... więc... skro tak, to po co mi pomogli? Po co przygarnęli jeśli to im w ogóle nie idzie na rękę? Coraz częściej widzę w ich oczach smutek, a kiedy na mnie patrzą to tak jakbym już umierała. Z Dziadkiem tracę w ogóle kontakt. Nie "rozmawiałam" z nim od kilku dni, nawet na mnie ani razu nie spojrzał... to boli. Boli mnie, że jestem sama i że zawsze byłam sama. Teraz rozumiem czemu moja prawdziwa rodzina mnie opuściła. Bo jestem głucha, bo nie da się ze mną złapać kontaktu, bo jestem... przedmiotem. Tak się teraz czuję. Jak coś. Nie jak ktoś. A przecież ja żyję. Czuję. Widzę. Kocham. Tylko nie dostałam od Boga umiejętności słuchania... ale czy to jest wystarczający powód do tego aby mnie skreślić?

Tak bardzo chciałabym być normalna. Taka jak wszyscy. Jednak to niemożliwe. Ale naprawdę, gdybym mogła to bym się zmieniła.

Wiecie czemu załorzyłam ten pamiętnik internetowy?
Bo tu nikt nie ocenia mnie po wyglądzie, tu tylko piszę. I czytam. Kiedy siadam do komputera czuję się... wolna jak ptak. Kiedy buszuję po sieci, i trafiam na te wszystkie strony i inne blogi to czasem zapominam o chorobie, o zmartwieniach...

Ale gdy odchodzę od niego znowu wszystko mnie przytłacza.
A szkoda, bo wolno mi siedzieć przy nim tylko godzinę dziennie.

Zastanawiam się czy dożyję swoich 18-tych urodzin. W końcu to tyle jeszcze czasu...
Lekarze nie dają mi tyle, ale ja wciąż mam nadzieję...

Boję się śmierci. Nie chodzi mi o sam fakt, że już mnie nie będzie, nie żal mi tego. Tam będzie mi pewnie lepiej, moze tam nikt nie będzie mnie osądzał po moich wadach, a bedzie patrzył na zalety.

Ale... właściwie co to jest to "tam"? Czy istnieje w ogóle coś takiego? Gdzie człowiek idzie po śmierci?
Niestety, to wiedzą tylko zmarli. Ale jak mówią to jest własnie "piękno tajemnicy śmierci"...
*********
Niedlugo-umre godz: 12:55 data: 2006.04.19 Komentuj(23)

† Moje Marzenia Które Się Nigdy Nie Spełnią †
Chciałabym mieć normalną rodzinę i być zdrowa. Chciałabym móc biegać i jeździć na rowerze jak dawniej. Chciałabym usłyszeć głos Babci i Dziadka. I nie wracać już nigdy do szpitala.

Tylko czemu te wszystkie marzenia się nigdy nie spełnią?
*********
Niedlugo-umre godz: 11:06 data: 2006.04.18 Komentuj(4)

† Czy to już niedługo? †
Wciąż zadaje sobie to pytanie. Wiem, że nikt nie zna godziny ani daty ale ja bym już chciała wiedzieć. I móc się przygotować. A tak - nie wiem nic. Lekarze wprawdzie dają mi nadzieję na jeszcze rok życia ale ja w to nie wierzę. Moja choroba trwa już 4 lata, więc "aż" tyle byłoby mi dane?

Czasem nie wierzę w Boga. Daje umrzeć tylu osobom... skazuje ich na cierpienie... i to ma być życie? To się nazywa raczej ból.

Chciałabym przed śmiercią móc usłyszeć głos Babci i Dziadka i śpiew ptaków... I Babcia mówi, że to jest piękne? Ale cóż to dla mnie znaczy? Nic.

I znowu mieć włosy. Takie jak kiedyś, brązowe, błyszczące i do pasa. Ale ich już nic mi nie przywróci.

Czasem patrzę na to jak Babcia rozmawia z Dziadkiem i im zazdroszczę... Tak swobodnie się ze sobą porozumiewają... A ja? Ze mną muszę "rozmawiać" na migi... A że Dziadek nie umie to zwykle piszemy sobie kartki.

Zawsze z tego powodu byłam smutna. Że inni słyszą a ja nie mogę. I zawsze byłam odizolowana od innych dzieci.

Albo, że inne dzieci mają normalną rodzinę: Mamę i Tatę i Rodzeństwo. Dziadków też, ale nie są oni na pierwszym planie.
A u mnie od zawsze było inaczej. Rodzice się mnie wstydzili i zawsze bili. A mój starszy brat się nademną zawsze znęcał.
Jak się potem dowiedziałam, to mnie w ogóle miało nie być. Byłam wpadką.

Kiedy przychodzili do nas znajomi, to ja zawsze byłam zamknięta a sypialni i nikt nie wiedział o moim istnieniu.
W ogóle rodzice nigdy zemną nie rozmawiali, nawet nie pisali kartek. Uważali mnie za pokrakę, za jakiegoś... hm wyżutka. I nie dbali o mnie. Nie byłam im potrzebna, robili karierę i nie chcieli by ktokolwiek wiedział że trzymają w domu dziwoląga.

Aż w końcu Babcia i Dziadek dowiedzieli się co się ze mną dzieje i zaczęła się walka w sądzie. Miałam wtedy z 5 lat... rodzice dali odrazu na wygraną, chcieli się mnie za wszelką cenę pozbyć.

Babcia i Dziadek zajęli się mną jak trzeba. Ale ja byłam od zawsze zamknięta w sobie. Bałam się ludzi i boję się ich do dziś. Zbyt bardzo mnie skrzywdzili.

A 2 lata temu, dokładnie na początku lutego dowiedziałam się o chorobie.
Czułam się dziwnie już od dawna ale nie chciałam martwić Babci. Tyle miała na głowie...
Ale w końcu zauważyła, że jestem biała jak ściana i ociężała.

Nigdy jednak bym nie pomyślała że to jest białaczka...
Właściwie nie wiedziałam co się dzieje. Dopiero potem Babcia mi powiedziała. Myślałam, że kłamie, płakałam i krzyczałam. Ale przeciez krzyk nic nie da. Na moje leczenie potrzebne były pieniądze.
Babcia dzwoniła do moich.. hm rodziców i błagała o to by sfinasowali leczenie.
A co oni zrobili? Nic. Odłorzyli słuchawkę i powiedzieli że nie jestem ich dzieckiem.
Może, gdyby mi wtedy pomogli miałabym jakąs nadzieję... ale już nie mam.
Dziadek ma do mnie wielki żal o to, że nie powiedziałam im co się ze mną dzieje, że się źle czuję. Marzył, ze wyjdę na ludzi, że zdobęde dobry zawód... Teraz to już tylko marzenia.

No, ale w końcu moje życie składa się z samych marzeń.

Czasem myślę, że lepiej by było gdyby mnie nie było. Wtedy Dziadkowie nie mieli by zmartwień... odkąd się urodziłam przysparzam wszystkim same kłopoty.

A ja tak bardzo chciałabym być zdrowa i szczęśliwa... Móc żyć.
Tylko czemu to jest aż tak dużo..?
*********
Niedlugo-umre godz: 11:42 data: 2006.04.15 Komentuj(4)

† Niedlugo-umre †
Witam...
Mam na imię Monika i 21 listopada będe miała 17 lat. Mieszkam w małej miejscowości na południu Polski wraz z dziadkami. Od urodzenia nie słyszę, a od 4 lat jestem chora na białaczkę. Zdąrzyłam się już pogodzić z tą chorobą i z ciągłym bólem. O chorobie dowiedziałam się 2 lata temu. Bloga tego załorzyłam tylko i wyłącznie dla siebie, bo chcę by została po mnie jakaś pamiątka kiedy już mnie zabraknie. Nie potrzebuję waszego współczucia i komentarzy, tego mam aż za dużo.
*********
Niedlugo-umre godz: 20:45 data: 2006.04.14 Komentuj(13)